Najpopularniejsze

  • 24 lutego 2025
  • 1 marca 2025
  • wyświetleń: 13516

[WIDEO, FOTO] Dlaczego zmarł Olek Biegański - piłkarz GKS-u Tychy? Reportaż Uwagi TVN

W styczniu zmarł Aleksander Biegański. Były piłkarz GKS-u Tychy miał zaledwie 24 lata. Co było przyczyną śmierci? Sprawę poruszyli reporterzy programu Uwaga, który emitowany jest na antenie telewizji TVN.

Olek Biegański zmarł na malarię · fot. TVN


Biegański był związany z trójkolorowymi przez wiele lat. Występował w drużynach juniorskich, zespole rezerw, a w 2019 roku zagrał w dwóch meczach ligowych w pierwszej drużynie. Ostatnio reprezentował barwy Kotwicy Kołobrzeg.

Na początku do wiadomości publicznej nie podano przyczyny śmierci młodego sportowca. Teraz ujawniono powody zgonu. Olek zmarł na malarię po powrocie z egzotycznych wakacji w Zanzibarze. Miesiąc po tragedii rodzice 24-latka dostali ostateczne wyniki badań, z których wynika że Olek zmarł z powodu zakażenia malarią. Dlaczego w szpitalu przez trzy dni nie zrobiono mu testu na malarię?

Olek wrócił z Zanzibaru. Co działo się później?



Rodzice Aleksandra, przed kamerą Uwagi! pierwszy raz opowiedzieli o tym, co wydarzyło się w szpitalu, w ostatnich dniach życia ich syna.

- Lekarze zignorowali podstawową przesłankę, która była mówiona od początku - Zanzibar. Ja przychodzę, mówię o tym Zanzibarze, a oni cały czas mnie wypraszali. Moje dziecko samo też się broniło: „Mamo, ja im wszystkim mówię, ale oni nie słuchają” - przywołuje Monika Biegańska, matka zmarłego 24-latka.

Pod koniec grudnia Olek wrócił z wakacji na Zanzibarze. Nazywana rajem, tropikalna wyspa na Oceanie Indyjskim, jest ostatnio wśród Polaków popularnym kierunkiem turystycznym.

- Cały czas mi mówił: „Na Zanzibarze było tak i tak”. Był szczęśliwy jak o tym mówił. Te wakacje to były najlepsze wakacje w życiu Olka - opowiada Maja Biegańska, siostra Olka.

- Kiedy Olek wrócił z Zanzibaru wszystko było w porządku. 4 stycznia syn zadzwonił do mnie i powiedział, że dziś nie będzie biegał, ponieważ coś go bierze, że może przeziębienie - wspomina pani Monika.

Wysoka gorączka po powrocie z Zanzibaru



Niedługo potem u Olka pojawiła się bardzo wysoka gorączka. 11 dni od powrotu z Zanzibaru trafił na izbę przyjęć Szpitala MSWiA w Katowicach z podejrzeniem zapalenia płuc. Przy Olku był jego ojciec, który rozmawiał z personelem medycznym i jak przekonuje mówił, że syn niedawno wrócił z Zanzibaru.

- Podszedł lekarz i mówię mu o Zanzibarze. Ale usłyszałem diagnozę, że jeżeli cokolwiek tam by złapał, to by to się wykluło od razu, bezpośrednio po powrocie - opowiada Dariusz Biegański, ojciec Olka.

- Powiedziano nam, że płuca są czyste. A on siedział na izbie przyjęć i cały się trząsł - siedział w kapturze, kurtce, miał dreszcze, czuł się bardzo źle - opowiada pani Monika. I dodaje: - Położyli go na leżankę i dali mu kroplówkę przeciwgorączkową.

Jak można zarazić się malarią?



Zanzibar leży w obszarze ryzyka zakażenia malarią. Choroba ta występuje na terenach tropikalnych, a do zakażenia człowieka dochodzi przez ukąszenie komara, który jest nosicielem zarodźców malarii. Co powinni zrobić lekarze na izbie przyjęć w szpitalu, mając informację o niedawnym pobycie Olka na Zanzibarze? Reporterzy Uwagi zapytali o to specjalistę od chorób zakaźnych.

- Okres wylęgania malarii waha się od około 7 dni do mniej więcej 14 dni - mówi specjalistka chorób zakaźnych prof. dr hab. n. med. Anna Boroń-Kaczmarska.

- Pacjent, który wraca ze strefy tropikalnej, pacjent gorączkujący z uogólnionymi objawami klinicznymi, w tym z dolegliwościami brzusznymi, powinien być diagnozowany przy podjęciu podejrzenia ewentualnie malarii. Dlaczego malarii? Należy ona do najczęstszych chorób zakaźnych świata - zaznacza prof. dr hab. n. med. Anna Boroń-Kaczmarska.

- Uporczywie mówiłem o Zanzibarze, wyprosili mnie, że nie mam prawa się kręcić, że jestem zbyt natarczywy - opowiada pan Dariusz. I dodaje: - Zapytałem, co z synem? Usłyszałem, żeby nie przeszkadzać, bo robią badania. Zobaczyłem otwarty pokój lekarski, siedział lekarz i przeglądał wyniki badań. Zapytałem go, czy sprawdzają go pod kątem Zanzibaru. On powiedział, że nie, że jest to niemożliwe i zostałem znowu wyproszony z pokoju lekarskiego. Napotkałem beton, nikt mnie nie chciał słuchać.

Lekarze stwierdzili zapalenie wyrostka



Na izbie przyjęć u Olka pojawiły się silne bóle brzucha. Lekarze stwierdzili zapalenie wyrostka, który został zoperowany jeszcze tego samego dnia. Ale w drugiej i trzeciej dobie pobytu Olka w szpitalu, bezsilni rodzice widzieli tylko, że stan ich syna wciąż się pogarsza.

- Widziałam, że ma problemy, żeby napić się wody. Że trzeba mu pomagać, podnosić go - mówi pani Monika. I dodaje: - Dziecko na mnie patrzyło i powiedziało: „Mamo, może idź jeszcze raz do lekarza, bo ja im wszystkim mówię, że byłem na Zanzibarze, ja się bardzo źle czuję”.

- Przy jednej lekarce już mi puszczały nerwy - ja mówię: „Zanzibar”, a ona mi mówi, że choroba krwi. Że to być może białaczka - przywołuje matka Olka.

- Było widać po nim, że leży już jak trup. Nie był w stanie się odezwać, nie był w stanie sam się ruszyć - opowiada siostra Olka.

- Widziałem jaki on był słaby, jaki był żółty. Był cały żółty. W głowie mówiłem: „Coś jest nie tak” - wspomina pan Dariusz.

W dokumentacji medycznej Olka w epikryzie napisano: „W wywiadzie stan po pobycie na Zanzibarze”. Ale w planie leczenia napisano jedynie o obserwacji w kierunku choroby tropikalnej, a nie o diagnostyce.

Testy na malarię



Do szybkiego diagnozowania malarii używa się testów. Można to zrobić dosłownie w kilka minut. Lekarze ze szpitala, w którym przebywał Olek mogli takie testy, na przykład, pożyczyć. Testy dostępne były na oddziale zakaźnym szpitala oddalonego o 6 km.

- Gdybym wiedziała, gdyby ktoś mi powiedział: „Przywieź test”, to zrobiłabym to w 10 minut - zapewnia pani Monika.

Olek miał wymioty, był coraz słabszy. W trzeciej dobie pobytu w szpitalu MSWiA, po interwencji ojca, chłopak został przewieziony na oddział zakaźny innego szpitala. Tamtejsi lekarze od razu wykonali szybki test, który potwierdził zakażenie malarią. Ale Olek przestał oddychać.

- Pierwsza resuscytacja była w trakcie transportu, kolejna resuscytacja w oddziale intensywnej terapii. Niestety, nie dały efektu. Chory zmarł - mówi specjalista chorób zakaźnych dr n. med. Beata Celińska z Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach.

- Każdy lekarz, niezależnie od specjalizacji, najlepiej rozpoznaje te jednostki chorobowe, którymi się zajmuje. Natomiast, kiedyś zawsze mówiliśmy i uczyliśmy naszych studentów, że jeśli chory wraca z tropików, w pierwszej kolejności jeżeli mamy gorączkę, nudności, bóle brzucha, wymioty, zaburzenia świadomości, to należy wykluczyć malarię. To był obligatoryjny obowiązek każdego z nas kto wiedział, że chory wraca z tropików - mówi dr n. med. Beata Celińska.

Jak sprawę tłumaczy szpital?



Do katowickiego szpitala MSWiA wysłaliśmy pytania. Reporterzy Uwagi zapytali m.in. dlaczego zdecydowano o jedynie obserwacji pacjenta w kierunku chorób tropikalnych i dlaczego nie zrobiono szybkiego testu na malarię. O tym wszystkim chcieli porozmawiać z przedstawicielami szpitala w obecności ojca Olka. Po godzinie przyszedł do autorów reportażu dyrektor szpitala do spraw lecznictwa.

- Otrzymaliśmy informację [o Zanzibarze - red.] dopiero w trzecim dniu pobytu - stwierdził lek. med. Janusz Milejski, p.o. zastępcy dyrektora ds. lecznictwa Szpitala MSWiA w Katowicach.

- To nie jest zgodne z prawdą, dlatego, że na samym początku zostało wykluczone, że to jest Zanzibar - podkreślił ojciec Olka.

- Odpowiedź damy na piśmie - oświadczył lek. med. Janusz Milejski.

Reporterka Uwagi! spotkała się z dziewczyną Olka, która była z partnerem na Zanzibarze. Nie była w stanie rozmawiać przed kamerą. Dziewczyna powiedziała, że lekarze w szpitalu byli wielokrotnie informowani o pobycie Olka na Zanzibarze, czego sama była świadkiem.

Reporterzy Uwagi otrzymali oświadczenie szpitala, ale nie było w nim odpowiedzi na ich pytania. Napisano, że placówka wdrożyła wszelkie procedury medyczne w oparciu o wywiad z pacjentem.

- Szanse na życie przy podjęciu odpowiednich działań diagnostycznych, tudzież podjęcie leczenia na pewno byłyby znacznie większe - ocenia prof. dr hab. n. med. Anna Boroń-Kaczmarska.

- Ta diagnoza była podana jak na widelcu. Miałem przekonanie, że oddaję syna pod dobrą opiekę, pod opiekę specjalistów - mówi ojciec Olka.

- Całe moje serce przepełnia żal - przyznaje matka 24-latka i zaznacza, że jest przekonana, że jej syn mógłby żyć.

Wciąż nie ma szczepionki na malarię, ale są leki przeciwmalaryczne, które obniżają ryzyko zakażenia. Rodzice Olka zapowiadają złożenie zawiadomienia do prokuratury.


---

Pogrzeb Aleksandra miał miejsce 16 stycznia w Archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach. Został pochowany na cmentarzu komunalnym przy ul. Murckowskiej w Katowicach.

ar / tychy.info

źródło: Uwaga! TVN

Reklama

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu tychy.info zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.